1 lip 2014

3. Zostaniesz z nami dłużej..

Zatrzymaliśmy się z piskiem opon.
- A więc słuchaj jeszcze raz. Zayn teraz idzie sprawdzić, gdzie on jest, a ty poczekasz tutaj. A teraz wychodź.
Liam syknął, po czym otworzył drzwi od swojej strony i wyszedł. Zrobiłam to samo, nie oczekiwałam na jego pomoc. Obserwowałam dokładnie jego ruch, by nie zrobił nic głupiego, jak zawsze.
- Gorąco wyglądasz.
Mruknął. Przymrużyłam swoje oczy dokładnie. Nie sądzę, zawsze mieliśmy odmienne zdanie.
- Przestań.
- Oh Ivy.. Każdy normalny wziąłby Cię tu i teraz.
Puknęłam się jedynie w czoło. Dobrze wiedziałam, że jedynie robi to dlatego, bym chociaż na chwilę się nie wnerwiała na niego. Spojrzałam w drzwi wyjściowe. Zayn wychodził, ale jego mina nie była zadowolona.
- Nie ma go jeszcze. Poczekamy tu na niego?
- Nie.. nie. Domyśli się, że na niego czekamy. Więc Ivyone.. znaczy Ivy. Zrobimy tak. Tak, wiem - powtarzam się. W każdym razie. Wchodzisz tam, żeby nie poznał się, że na niego czekamy. My z Zaynem będziemy czekać z boku. Gdy zobaczymy, jak z nim wychodzisz pojedziemy do domu, a ty go zaprowadzisz do nas. O resztę się nie martw, chłopcy się nim zajmą.
- Rozumiem, coś jeszcze?
Zmierzyłam go dokładnie wzrokiem, wzdychając cicho. Liam bardzo dobrze znał mój czuły punkt - nie miałam nikogo, do kogo mogłabym wrócić. To tak cholernie boli, że masz tą świadomość, że nie jesteś potrzebna nikomu. Payne to idealnie wykorzystuje, a przy nim chociaż czuje się odrobinę potrzebna - w końcu był moim chłopakiem.
- Tak.
Usłyszałam. Liam podszedł do mnie i podniósł mi sukienkę. Znów. Wystarczy już to, że była obcisła.
- Miałaś jej nie zniżać.
Syknął. Wzruszyłam tylko ramionami i samowolnie przeszłam przez pasy, wchodząc do środka. 
- Poczekaj. Pójdę z tobą.
Głos jeszcze jednego chłopaka kazał mi się odwrócić. Był to Louis. Ale co on tu robił?
- W końcu nie wiesz, jak on wygląda. Musi Ci ktoś pomóc. A on mnie nie zna, więc idealnie się nadam, co?
- Ta.
Prychnęłam, czekając aż przejdzie. No cóż. Na razie pocieszę się jego towarzystwem. W sumie według samej mnie - Louis wydaje się na jedynego normalnego. Liama znam długo, więc mogę go ocenić - wydaje się spokojny, ale wcale nim nie jest. Zayn? Jego tatuaże mówią same za siebie. Oczywiście nie znam go na tyle, że powiem, że to prawda. Z wnętrza wydaje się twardy, ale gdybym poznała go bliżej, pewnie okazałoby się, że taki nie jest. Harry? Najmłodszy, niby słodki, ale też zły, pewnie jak Li. Niall i Louis? Ich znam najmniej, nie mogę niczego wywnioskować. Rozejrzałam się po środku pomieszczenia, w którym się znajdowaliśmy. Zapach spoconych ciał, przepych oraz tandetna muzyka - typowe jak na imprezę, czego się mam spodziewać? Usiadłam w kącie, patrząc z dołu na Lou. Był wyższy, nawet w tych okropnych obcasach, w których chodziłam. Siedzieliśmy tak kilka minut, nie odzywaliśmy się do siebie. No bo i po co? Mam nadzieję, że jak pomogę im z tym chłopakiem dadzą mi spokój.
- Powiedz coś o sobie, prawie się nie znamy.
- I mam nadzieje, że tak zostanie. A tak serio.. dobrze wiesz, że jestem Ivy. Studentka drugiego roku informatyki. Mieszkam sama, nie mam nikogo, a Liam idealnie to wykorzystuje.
- Liam na prawdę nie jest zły, mogę ci to zaświadczyć. Liam udaje twardego, tylko dlatego, że ma pewne nie przyjemności.. znaczy wiesz. To zupełnie wyglada inaczej, niż widujesz w telewizji. Tam udajemy szczęśliwych, każdy pewnie chciałby być na naszym miejscu. Mamy pieniądze, dom, fanów, wszystko. Ale mimo wszystkiego pieniądze niczego nie dają. Niczego. Zwłaszcza Liam - jest najbardziej skryty z naszej piątki. Co z tego, że niby ma dziewczynę, skoro dobrze wszyscy wiemy, że Ziam istnieje?
- Zaraz.. kto?
- Ah.. Liam i Zayn. Na prawdę nie zauważyłaś, jak na siebie patrzą? Ich coś łączy, tylko nie chcą nam powiedzieć co. Czasami śmieją się, że łączy ich miłość bez zobowiązań i mogą spotykać się z innymi. Ale Liam, jeżeli tak na prawdę się zakocha, mógłby zabić tamtą osobę. A poza tym pasują do siebie..
- Wcale nie. Czuję się tak dziwnie, że mój.. moja dawna miłość ma teraz chłopaka. W sumie, ta cała sława go nieźle zmieniła. Nie dziwię się, miał mnie dosyć.
- Nie ma Cie dosyć, strasznie walczył o to, by Cię wypuścić, ale w końcu wyszło.. bo Harry go namówił, że ma cie przetrzymywać. Obawiam się, Ivy, że zostaniesz z nami dłużej..
Nie wiem czemu, ale odruchowo wtuliłam się w ciało Louisa. Nie chciałam tu zostawać. Z nimi. Miałam swoje życie - nie za ciekawie je prowadziłam, ale nadal to moje życie i wolałabym je prowadzić tak, niż.. Głowę odwróciłam w stronę wyjścia. Stał tam on. W oczach malowała mu się złość a pięści miał zaciśnięte. Wyszedł jedynie, zatrzaskując drzwi.
- Liam!
Krzyknęłam, wybiegając. Nigdy nie sądziłam, że tak to wyjdzie. Payne stał już po drugiej stronie ulicy. Przecież dobrze wiedział, że nic nie łączyło mnie z Louisem. A on przecież sam ma Zayna. Zaraz.. czy on płakał? Jednak coś nie pozwoliło mi tam podejść. Coś? Ktoś. Na ulicy stanęła ciemna, czarna limuzyna. Serio? To nie jest dobry pomysł. Z samochodu wyszedł.. czy to on? Nie mogę uwierzyć.. Xawier, mój szef, który był taki a nie inny dokładnie zmierzył mnie wzrokiem a później zaciągnął do samochodu. Owszem - miałam dużo siły, jednak nadal mniej niż on, nic na to nie poradzę. Serio muszę mieć takie życie?
[...]
Mój telefon w ciągu jazdy do nieznanego miejsca dzwonił nieustannie.
- Mogę odebrać?
Spytałam błagalnie. Kiwnał tylko głową. Czyżby się politował?
- Tak?
~ Gdzie jesteś?
- Nie wiem.
~ Nie wkurwiaj mnie księżniczko.
- Na prawdę nie wiem.
~ Dobrze wiesz, że on robi mi to na złość. To właśnie jego miałaś spławić. Właśnie jego! Ale nie, oczywiście musiałaś przytulać się z Louisem!
- Dobrze Liam wiesz, że nic do niego nie czuję. Czemu jesteś taki oschły? W sumie Louis wszystko mi powiedział? Jakie masz problemy.
~ Xawier zabił moich rodziców, równie dobrze nie mam nikogo, jak ty. Chcę Cie mieć przy sobie, rozumiesz? Jesteś chyba jedyną osoba, która się ode mnie nie odwróciła i była blisko mnie.
Podobno jestem suką bez uczuć, ale z moich oczu uroniły się łzy. Telefon odłożyłam na siedzenie obok, nie rozłączając się.
- Nienawidzę Cię..
Cokolwiek chciałabym zrobić - nie udałoby mi się to. Xawier wyprzedził mój ruch. Zdążyłam już leżeć na środku, otoczona bólem. Jak to? Ah, jest silniejszy. Zawiózł mnie do starych mieszkań, na obrzeżach miastach - czuję, że będzie to walka o życie.

28 maj 2014

2. Byłaś niegrzeczna. Niegrzeczne dziewczynki mają karę.

- Jak to jej nie ma? Kurwa, Zayn. Jeżeli jej nie znajdziemy, to wiesz co z nami będzie? Ona musi ze mną jechać, bo nie będzie wzbudzać podejrzeń. Nie rozumiesz tego?
- To Niall miał ją pilnować.
Właśnie, Niall. Jego też nie ma. Coś jest tu nie tak. Wiedziałem tylko jedno - że muszę ją znaleźć.
*Ivy POV*
Udało mi się uciec. Co prawda wyglądało to dosyć dziwnie, bo wydostawałam się przez okno, ale udało się. Chciałam iść do domu, tak zrobiłam. Miałam tylko nadzieję że Louis i Harry skończyli swoje poczynania i wracają już do swojego domu. Spojrzałam na swój mały, przytulny domek. Zaśmiałam się na samą myśl, że to właśnie tutaj zakończyła się nasza przyjaźń z Liamem. Przyszedł, oświadczył, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego i sobie poszedł. Tknęłam klamki. Otwarte drzwi, nadal tu są... No, nieźle się wkopałam. Stanęłam w przedpokoju, miałam już się wycofać jednak on.. on mnie zauważył.
- A gdzie panienka się wybiera?
- Ja... ja tu mieszkam. Jestem siostrą bliźniaczą Ivy. Szukacie jej?
Nieźle skłamałam, Liam przecież idealnie wie, ze nie mam siostry. Więc.. mam przejebane.
- Liam mówił, że nie masz siostry, kłamiesz. Idziesz z nami.
- Nigdzie nie idę.
Wycedziłam przez swoje zęby, przechylając głowę w bok. Na prawdę myślą, że mogą wszystko? Najwidoczniej się mylą.
- Idziesz.
Zielonooki przerzucił mnie przez swoje ramie. Eh, znów? Uderzyłam pięścią w jego plecy, drugą ręką próbując poprawić sukienkę, w której miałam iść z Liamem.
- Zostaw mnie!
Kryknęłam. Poczułam taki siarczysty, mocny ból.
- Nie wyrwiesz się panienko. Musisz nam pomóc, czy Ci się to podoba czy nie.. A dokładnie wiesz o co nam chodzi.
- Właśnie nie wiem, moglibyście mi to wyjaśnić.
- Liam Ci wszystko wyjaśni, kiedy będziemy na miejscu.
Harry posadził mnie z tyłu samochodu, a w tym samym czasie Louis wziął moje rzeczy, które wrzucił w bagażnik. Wywróciłam oczami.
- Masz jeszcze coś do powiedzenia?
- Nie.. już nie.
Rzuciłam na koniec, po czym raczej do końca drogi się nie odzywałam. Znów widziałam ten dom. Wielki, dwupiętrowy. Westchnęłam cicho, wychodząc z auta z Louisem, który trzymał mnie mocno za nadgarstek - pewnie tylko dlatego bym nie uciekła.
- Mamy ją!
Usłyszałam głośny krzyk towarzysza. Liam natychmiast zbiegł ze schodów, odbierając mnie od niego.
- Idziemy na górę. Natychmiast.
Zmrużyłam dokładnie oczy, idąc posłusznie za Liamem. Wiem co mnie czeka - pewnie mnie uderzy. No a jak. Moje ciało i tak było już zbyt posiniaczone i poobijane. Zabawne.
- Dlaczego ty...
- Byłaś niegrzeczna. Niegrzeczne dziewczynki mają karę.
Czyżbym nie była pierwsza? Najwidoczniej. Usiadłam na łóżko, dokładnie zmierzając go wzrokiem.
- Możesz wyjaśnić o co chodzi?
- Nasza Ivy się zdecydowała?
- Nie jestem wasza.
Wycedziłam przez zęby, opierając twarz dłońmi.
- Oh skarbie. Jesteś.
Liam podszedł do mnie po czym delikatnie mnie objął.
- Zostaw mnie.
Wyszeptałam.  Li złapał mnie za włosy, odwrając moją twarz w jego stronę.
- Zostawię Cię, jak pomożesz nam z akcją. Rozumiesz idiotko?
Krzyknął na mnie. Nic dziwnego.
- Nie zwineliśmy Cię po to, byś tu świrowała. Sprawa jest prosta. Pójdziemy na imprezę. A raczej ty. Masz założyć coś krótkiego.. w sumie to w tym idealnie wyglądasz. Uwiedziesz jednego gościa i przyprowadzisz go tutaj. Resztą zajmią się chłopcy.
- A jak się nie uda?
Spytałam szybko. Nie wiem czemu się o to spytałam. Może dlatego, że nie miałam daru do podrywania pierwszego lepszego?
- Uda się. Będę tam z Zayn'em. Więc nawet nie kombinuj. Ma się udać.
- To ty wpadłeś na ten pomysł, by mnie tutaj przyprowadzić, prawda?
- Może tak, może nie.
- Znam Cię zbyt długo Payne. Nigdy nie grzeszyłeś umysłem, więc od razu się przyznaj. Nikt inny z was o mnie nie miał zielonego pojęcia.
- Jesteś pewna?
- Tak Liam, jestem pewna.
Liam wyszedł, więc nie zwrócił na mnie uwagi, dzięki Bogu. Stanęłam przy oknie. Jakoś nie cieszył mnie ten widok. Wielki basen a obok niego rosło wielkie drzewo, które kładło cień na zbiornik wody. Po chwili rozglądania się usłyszałam skrzyp drzwi. W moją stronę poleciała sukienka. Krótsza od obecnej, czerwona, obcisła. Rzuciłam ją na ziemię.
- Nie ubiorę tego.
- Nie pierdol. Masz to ubrać, rozumiesz?
- Przy tobie?
- Tak, przy mnie.
Wywróciłam oczami. Czemu on akurat taki był? Westchnęłam głośno po czym tylko ściągnęłam z siebie obecną sukienkę. To po co najpierw dawał mi tą, skoro teraz muszę ją zmieniać? Ubrałam ją szybko, spoglądając na siebie w lustrze.
- Korona by Ci z głowy nie spadła, gdybyś ją zapiął.
Liam podszedł do mnie i zapiął zamek. Ta, nie byłby sobą gdyby nie zrobił czegoś jeszcze. Nachylił się nade mną i podsunął sukienkę jeszcze wyżej, dokładnie pod moje pośladki.
- Tak lepiej.
Usłyszałam.
- Wcale nie? Robisz ze mnie taką spod lampy, którą nie jestem.
- Nie marudź, idziemy. Załóż jeszcze tylko to.
Dostałam szpilki. Zmrużyłam oczy.
- Że ja mam w tym chodzić i mam się nie zabić? Dziwne, bardzo.
- Nie gadaj już tyle, na prawdę. Jesteś taka zazwyczaj nieznośna czy tylko tak teraz robisz, bo myślisz, że Cię wypuścimy? Bo z tego co pamietam taka nie byłaś.
Payne uśmiechnął się sztucznie w moją stronę. Z każdą chwilą miałam go bardziej dosyć. Ale mimo wszystkiego ubrałam posłusznie buty, które mi dał i poszłam razem z nim w stronę auta.
- Na prawdę? Że ja taka nie byłam? Ty też jakoś nigdy nie chwaliłeś się swoimi umiejętnościami co do bicia wobec mnie.
- Zamknij się już, idziemy.
Wyszliśmy z pokoju i jednocześnie dołączył do nas Zayn, a gdy ten był już obok nas, poszliśmy we trójkę do samochodu. Otworzyłam tylne drzwi po czym weszłam do auta.
- Słuchaj uważnie księżniczko, bo to ważne. W klubie Zayn wskaże Ci tego gościa. Masz go uwieść i przyjechać z nim tutaj. My damy sygnął chłopakom i wszystko gra. Będziemy cię obserwowali, więc nie kombinuj. Jeżeli Ci się uda czeka Cię nagroda. Jeżeli nie - niegrzecznym dziewczynkom zawsze znajdziemy karę. Więc dobrze radzę, byś tego nie spieprzyła.
- Za takie brzydkie usługi chyba coś się należy, prócz nagrody jeżeli niczego nie spieprzę.
- Nie wkurwiaj mnie księżniczko, bo może coś Ci się złego stać.
Liam odjechał spod domu z piskiem opon, dokładnie patrząc na mnie.
- Nigdy nie dałeś mi dojść do słowa. Ja rozumiem, że teraz jesteś sławny i raczej nikt tobie się nie sprzeciwi, ale ja nie jestem każdy i dobrze wiesz, że będę robić swoje.
- Skończ już.
Usłyszałam. No dobrze. Całą drogę spędziłam w ciszy.

4 maj 2014

1: Kochanie, nie masz innej opcji.

Szłam spokojnie, po środku. Z lewej strony otaczał mnie Zayn, z prawej natomiast Liam. Nie wiedziałam o co chodzi. Rozglądałam się po okolicach, przez które szliśmy. 
- Jak się czujesz? 
Usłyszałam, z ust czarnowłosego. Wiem, miałam udawać, że między nami wszystko okej. Przecież zaraz będzie paparazzi, milion plotek. Prychnęłam tylko. Poczułam silne, męskie perfumy. Liam nachylił się nade mną, a ja spojrzałam posłusznie na niego. 
- Miałaś udawać, że jest okej. W domu się policzymy. 
Kolejna groźba? No nieźle. Mój wzrok teraz przeszedł na Zayn'a. Uśmiechnęłam się sztucznie, odpowiadając na jego pytanie. 
- Jak się czuję? Całkiem nieźle, niczym byłabym więziona kilka dni przez psychola a później wyciągnięta na wolność.. o ile to co teraz robicie tym mogę nazwać. 
Teraz to Zayn spojrzał na mnie, jakbym zabiła mu rodzinę. Dokładnie zmierzył mnie wzrokiem. Tak, szkoda jeszcze że nie zatrzymał się i stanął przede mną. Ja drobna, on wysoki, na pewno dam radę. Zatrzymaliśmy się. Odwróciłam się. Ten dom.. tego się domem nazwać nie da. To willa, wielka, ogromna. Była białego koloru, dwupiętrowa. Nigdy nie sądziłam, że znajdę się tutaj. Przecież to dom jednego z najbardziej znanych teraz boysbandów na świecie. Czy ja śnię? Nie, to tylko głupota Liama. 
- Właź, co tak stoisz. 
Usłyszałam. Pokręciłam głową. Jak zawsze musiał wybić mnie z rytmu. Wszedłam do domu. Pierwsze co zobaczyłam, to jeszcze jeden z nich. Kolejny do katorg? Blondyn, niebieskie oczy, to Niall. Gdzie Harry i Louis? Nie wiem, chociaż dwóch mniej. 
- Widzę, że przyprowadziliście lalę. Daj mi ją tutaj. 
Liam popchał mnie w stronę niebieskookiego. Przez moje ciało przeszły ciary. Każdy tutaj ma zamiar tak mną pomiatać? 
- Chodź ze mną. Wy też chodźcie, musimy ją nauczyć, widać, że jest niedoświadczona. 
W czym? Gdzie chcą mnie znów zabrać? Niall złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę salonu. Salon koloru słonecznej żółci. Firany takiego samego koloru. Przez okno przebijało się kilka promieni słońca. Zostałam posadzona na kanapę, a na przeciwko mnie oni. Cała trójka. Przeszły mnie ciary. 
- A więc jest problem. Nikt. Rozumiesz, nikt. Nikt nie może dowiedzieć się o tym, jaki jest Liam. Dlatego będziesz na każde nasze zawołanie, rozumiesz? Jeżeli cię o coś poprosimy, tutaj będziesz i to zrobisz. Harry i Louis pojechali po twoje rzeczy, będziesz tu mieszkać. 
Że co? Mam być na każde ich zawołanie, mieszkać tu.. i co jeszcze do tego? Że oni pojechali po moje rzeczy? 
- Skąd wiecie, gdzie mieszkam? 
- Liam nam powiedział. 
Dokładnie zmierzyłam go wzrokiem. 
- Ale ja mam straszne wymogi, znudzicie się mną. Ciągle gadam, jestem nieznośna, chamska, pyskata..
- Nie interesuje mnie to, jaka jesteś. Mieszkasz tutaj. A poza tym od dzisiaj koniec z pracą. Na studia możesz chodzisz, chociaż wolelibyśmy, gdybyś zrezygnowała. Również ze starymi znajomymi. Otwiera się dla Ciebie nowy świat.. jak tobie na imię? 
- Jestem Ivy.
- Więc otwiera się dla Ciebie nowy świat Ivy. 
Zayn znów zaczął swoje gadane. Wywróciłam niewidocznie oczami, opierając podbródek o ręce. 
- Uwierz. Ten świat jest o wiele lepszy. Staniesz się kimś sławnym jak nikt inny. Liam mówił że masz niezły talent aktorski..
- Z tego co wiem, to One Direction to zespół, nie aktorzy. 
- Stąd niedaleka droga. Show biznes to show biznes, tutaj nie ma zbędnych problemów. Jesteś to jesteś, nie ma Cię to nie ma Cię. 
- Przynudzasz Malik. 
Rzuciłam tylko, przecierając oczy. Nudziło mnie to, jak mówił.  
- Dopóki jesteś tutaj, nie masz innej opcji kochanie, musisz go słuchać.
Teraz usłyszałam Liama. Wstał ze swojego dotychczasowego miejsca po czym stanął za kanapą, gdzie siedziałam. 
- Tak się składa, że masz okazję się sprawdzić. Muszę iść na pewne spotkanie. Problem jest jedynie taki, że jest to na drugim końcu Londynu. Stwierdziłem, ze nie mam ochoty jechać tam sam, więc pomyślałem o tobie jako o towarzyszce. Oczywiście będziesz miała z tego zysk, a dużo się nie narobić uśmiechając się, prawda? Musisz tylko ładnie wyglądać. 
Że co? Mam z nim gdzieś iść? 
- A.. A..
Zająkałam się. Pokazałam na Zayn'a i Nialla, po czym spojrzałam na Liama. 
- Wiem, że Cię pociągają, ale idziemy sami. Może później dołączy do nas Louis, jak się wyrobią z zabieraniem twoich rzeczy. 
Wyszeptał mi do ucha. Moje ciało znów przeszła miła fala dreszczy. 
Liam POV: 
Uwielbiałem ją. Pod każdym względem. Zwłaszcza, jak tak się wnerwiała. Z czasem żałowałem, że ją zostawiłem. No ale cóż, może da się to jakoś naprawić. W sumie to na razie wystarczyłoby mi to, że się przyjaźnimy. Ale raczej tak nie będzie. Ivy się zmieniła. Była bardzo chamska, nie myślała w ogóle co mówi. Słysząc jak znów odpyskowała na moją odzywkę, prychnąłem. 
- Droga Ivyone. Nas jest pięciu. Ty jesteś jedna. Nas zna cały świat, ciebie mało kto. Myślisz, że ktoś ci uwierzy? A teraz.. Niall, zaprowadź ją na górę.  Nasza księżniczka musi się w coś ubrać. 
- Mogę chociaż wiedzieć, o co chodzi? 
Słysząc to pytanie, wzruszyłem ramionami. 
- Ja sam do końca nie wiem o co chodzi.. ale czy to ma znaczenie? Ważne, że będziemy razem, zupełnie jak za starych, dobrych lat. Wiesz skarbie, nie było trudno się domyślić, gdzie mieszkasz. Nie cieszysz się misiu? Będzie prawie jak na wakacjach! 
Zaśmiałem się oschle, krzyżując swoje ręce. Chciałem ją trochę po wnerwiać. Przecież to śmieszne, Ivy dobrze wie, że robię to specjalnie. Więc o co ma te problemy. Ja poszedłem do siebie. Czas się chyba szykować. O ile założenie garnituru to pracochłonne zajęcie. [...] 
Spojrzałem na zegarek, który zdobił mój nadgarstek. 
- Siedemnasta. Zawołaj ją, pewnie się przyszykowała. 
Zayn ruszył w stronę pokoju. O ile stary pokój Harry'ego będzie można nazwać jej pokojem. Pewnie tak, bo już nie ma gdzie. Poczekałem chwilę, a widząc jak Zayn schodzi sam, spojrzałem na niego niezrozumiale. 
- Nie ma jej. 

3 maj 2014

Prolog.

- Liam. 
Krzyknęłam, budząc się z głębokiego snu. Znów śnił mi się on, ten sam sen co zawsze. Chodziliśmy po obszernych polach, aż później Liam odszedł. Tak było na prawdę. Chodziliśmy razem wszędzie, byliśmy nierozłączni. A później Liam stał się sławny od tak. Z tego co słyszałam, to się zmienił, nawet bardzo. Podobno był agresywny i nawet bił.. a ja? Byłam jedną z tych osób. 

*retrospekcja*
Wracałam do domu z nocnej zmiany. Xavier, mój szef, znów kazał mi zostać po godzinach, bo niby źle wypełniałam swoje obowiązki. On zawsze coś wymyśli, nienawidził mnie za to, że mówiłam to co czuję. Rozejrzałam się po okolicy. Na ulicach było praktycznie pusto, aż w końcu usłyszałam jazdę samochodu. Odwróciłam głowę, delikatnie mrużąc oczy. Fakt, nie widziałam dobrze bez okularów, których nie miałam zamiaru nosić. A soczewek nie założyłam. No cóż. Gdy człowiek się śpieszy tam diabeł się cieszy. Słyszałam jak samochód hamuje, jedzie tak wolno, że spokojnie ktoś mógłby porozmawiać. Widziałam jak czarna szyba od starego bentley'a się otwiera. 
- Cześć. 
Usłyszałam z ust chłopaka, który miał na głowie kominiarkę. Nie odpowiedziałam nic. Nie chciałam robić sobie kłopotów, jak na samą studentkę. Co prawda może nie byłam najlepszą osobą na całym uniwersytecie, ale też bez przesady, że wcale się nie uczyłam. 
- Czemu lala się nie odzywa? 
Znów usłyszałam głos. Wywróciłam tylko oczami, zaczęłam szybciej iść, tylko dlatego, by może uciec. Ale to niewątpliwe - oni mają samochód, tak czy siak mnie dogonią. Słyszałam jak zamykają się drzwi auta. Można się domyśleć, co się stało. Poczułam, jak zostałam złapana za biodra, zaciągnięta do pojazdu. Chciałam się wyrwać, ale co? Są o wiele silniejsi. Zostałam posadzona na tylnym siedzeniu, po środku, między dwoma chłopakami. Nie wiedziałam kto to jest, mieli zakryte twarze. Nawet kierowca miał zakrytą twarz. Po jakiś 20 minutach jazdy w ciszy, ostro się zatrzymaliśmy. Przez okno nic nie było widać. No tak, ciemne szyby i obstawiam jakaś trzecia nad ranem. 
- Pokocha ją. 
Powiedział jeden z nich. Ale to chyba jakieś żarty, kto mnie pokocha, co? W każdym razie zdjęli ze mnie ubrania i nałożyli na mnie jakąś sukienkę, których nienawidziłam. Nigdy nie chodziłam w sukienkach, zawsze mnie to irytowało bardzo. Zostałam wyciągnięta z samochodu i wprowadzona w jakieś stare magazyny, przez nikogo nie widziane. Pomieszczenie było pomalowane na ciemnoczerwony kolor. Okien brak, paliło się jedno światło. I jeszcze jedna osoba. Odwrócona plecami, a dokładnie krzesłem. Krzesło z tego co zdążyłam zauważyć, było czarne, skórzane. Komuś się dobrze powodziło. No ale cóż, jak tak zarabiają to się nie dziwię.
- Mówię Ci, że ją pokocha. 
Znów to samo? Szmer nie ustawał, ja stałam z przodu, krzyżując ręce.  Chyba zawsze byłam taka bojowa, cóż. Widząc, kto to jest, moje oczy momentalnie się zniżyły, a moje myśli były rozrzucone. 

I właśnie tutaj teraz jestem. Liam stwierdził, że idealnie się tu nadaję i codziennie tu przychodzi, by zrobić mi kolejne katorgi. Dzisiaj było tak samo, ledwo co otworzyłam oczy a już ujrzałam go. Nie wiem czemu tak się zachowywał. Przecież chyba dla nich był normalny. Uniosłam głowę wyżej. Nie był sam, przyszedł z kolegą. Miał ciemną karnację, czarne włosy i pełno tatuaży. Bez wątpliwości, był to Zayn, każdy by to wiedział, przecież są znani. Przechyliłam głowę w bok, przymykając na chwilę oczy. 
- Nie śpij. 
Poczułam siarczysty ból na poliku. Hm, to normalne. Drobna blondynka przeciwko dwóm, silnym mężczyzną. 
- To bolało Liam.. 
Wyszeptałam, przykładając dłoń do polika. Zdążyłam sie przyzwyczaić, że tak mnie traktował. 
- To miało boleć. 
Rzucił oschle, dokładnie zmierzając mnie wzrokiem. Obawiałam się go, obawiałam się tego, że zaraz coś się stanie. Miałam rację. Słysząc, jak mówi do Zayna, by mnie wział, wiedziałam że coś będzie nie tak. Zayn był na tyle silny, że przerzucił mnie przez ramię. Uderzyłam go kilka razy w plecy, ale najwidoczniej bez skutecznie, znów ja oberwałam. Wyszliśmy na zewnątrz, postawił mnie na ziemię. 
- Masz udawać naszą znajomą, rozumiesz? Żeby nikt, nic nie dowiedział się o tym, co Liam robi. Przez całą drogę rozmawiamy o wszystkim i o niczym, idziemy do naszego domu. 
Pokiwałam tylko głową, nie chciałam się narażać już tym bardziej. Poczekaliśmy jeszcze tylko na Liama, a gdy do nas dołączył pokierowali mnie w stronę ich domu, udając, że wszystko jest okej..